W związku z powyższym przedstawiam zaległy ametystowo - lawendy melanż, który w pierwotnej wersji miał być naszyjnikiem, niestety taki, a nie inny zbieg okoliczności sprawił, że kilka paczek tohulców wylądowało na dywanie. Dwie pary małych zwinnych rączek ochoczo ruszyło do pomocy jednak segregowanie kolorów do zajęć żmudnych należy, więc myśl o melanżowym ukośniku wybawiła mnie z opresji :)
Na koniec chwalę się zawartością małej paczuszki,
która w tym tygodniu dotarła do mnie z Czech :)




Melanżyk bardzo twarzowy. Ja ostatnio nieczym Kopciuszek jednak oddzielałam, bo wyjątkowo niezgrane kolorki na podłodze się znalazły :)
OdpowiedzUsuńPrzecudne kolorki!
OdpowiedzUsuńTo chyba nawet lepiej, że się rozsypały, bo efekt jest genialny. Szkoda, że nie za każdym razem, jak koraliki posypią się na podłogę, jest to tak inspirujące;p
OdpowiedzUsuńPiękny ukośnik :)
OdpowiedzUsuńBardzo ładny ukośnik. Udany melanż.
OdpowiedzUsuńBardzo ładny efekt rozsypywania koralików :)
OdpowiedzUsuńsuper ten melanż,muszę w końcu sama wypróbować!!!
OdpowiedzUsuńTakie melanże to ja lubię :) śliczna branso :)
OdpowiedzUsuńPrzepiękna! :)
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie na rozdanie, do wygrania m.in. bon na zukupy w sklepie z półfabrykatami! :)
Sprawdź tutaj > always-made.blogspot.com :)